Subiektywne “Kim jesmë”
Mòja notérka, tą razą pò pòlskù, bò napisóné colemało do Pòlôchów. Na dniach mdã miôł starã to skaszëbic.
Jest takie ładne słowo w języku kaszubskim. Brzmi ono pòzdrzatk. Pochodzi od słowa zdrzec czyli patrzeć. Oznacza poglądy. Ma jeszcze inne znaczenie. Aleksander Labuda pisał “Bëło jich wicy jak to na pòzdrzatkù wëzdrzi”- Było ich więcej niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Ponadto pòzdrzatk może oznaczać punkt widzenia, także w znaczeniu przestrzennym. Dzięki tej wieloznaczności użytkownicy języka regionalnego, jak nas w prawie nazwano, mają specyficzny typ tolerancji. Nie jest to agresywna tolerancja, jak ta pokazywana nam w telewizji i internecie, gdzie nie wolno jakiejś grupie powiedzieć złego słowa, choćby prawdy, bo jest to oznaka zaściankowości i wszystkofobii. Kaszubska tolerancja polega na świadomości, że każdy z nas jest kimś innym, wobec tego różnice w sposobie pojmowania siebie i świata są nieuniknione. Myśląc to jegò pòzdrzatk twierdzimy, że ten ktoś ma inny bagaż doświadczeń, był inaczej wychowany, przez co widzi niektóre sprawy inaczej, krótko mówiąc, stoi gdzieś indziej. On mysli swoje i dajemy mu spokój. Można go przekonywać o słuszności naszych poglądów, zaprosić do siebie, żeby zobaczył jak to u nas wygląda, nie można jednak wmawiać mu, że nie ma racji, jeśli sprawa jest z natury subiektywna. A sprawa tożsamości, o której zrobiło się głośno jest bardzo indywidualna.
No właśnie, czasem tak jest, że o czymś robi się głośno. Czasem na jakieś spotkanie kaszubskich działaczy przychodzi lokalna telewizja, która jest tak blisko, że pana redaktora znamy osobiście i zapominamy o całej sprawie po obejrzeniu relacji w internecie. Czasem jednak po tym sprawą interesują się ogólnopolskie gazety, a nawet ogólnopolska telewizja. Tak było po konferencji na temat praw Kaszubów zorganizowanej przez Stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota, w którym dała do zrozumienia, że chce drobnej zmiany w ustawie, mianowicie wpisania Kaszubów do grona mniejszości etnicznymch zamieszkujących nasz kraj.
Zrobiło się głośno, wypowiadali się różni ludzie, także, a może przede wszystkim spoza organizacji. Pragnę również zabrać głos w tej sprawie. Trudno powiedzieć, czy będzie to głos z zewnątrz, czy ze strony KJ. Jestem najzwyklejszym członkiem bez funkcji, nie mam zamiaru przedstawiać czegoś uznanego przez większość Zarządu, może nawet narażę się niektórym członkom, ale cóż… to mój pòzdrzatk.
O Kaszëbskiej Jednocie, albo ogólnie o czymś co miałoby zrzeszać ludzi mających poglądy narodowe na kaszubszczyznę mówiono już jakiś czas temu. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie dało wyraźnie do zrozumienia, że nie chce, aby Kaszubi czuli się przede wszystkim Kaszubami. Ostatni Spis dał przepiękną możliwość deklarowania podwójnej tożsamości. Można było wpisać, że jest się tylko Kaszubem, tylko Polakiem, lub jednym i drugim w dowolnej kolejności. Akcja Zrzeszenia promowała jednak tylko jedyną słuszną drogę. Osobiście poczułem się odrzucony przez naszą organizację. W etnicznym rozumieniu nie jestem Polakiem, moje poglądy są inspirowane Zrzeszińcami i ich działalnością. W mojej kaszubskiej drodze wczytywałem się w ich poezję, chętnie brałem do ręki każdy artykuł mówiący o tym, jak byli traktowani przez ówczesne władze, a także jak potraktowało ich ZK-P. Nie jestem osamotniony w tych poglądach i wielu ludzi, jak ja, chciało zrzeszyć się w jakiejś organizacji, móc stać pod jednym sztandarem. Swoją działalnością nawiązujemy do Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów działającego w latach międzywojennych. Zgadzamy się z ideami Floriana Ceynowy- prekursora ruchu kaszubskiego, którego uczciło w zeszłym roku Zrzeszenie. To dziedzictwo zobowiązuje mnie do przyjęcia konkretnej postawy- Kaszuby z narodowości. Wierzę, że Rzeczpospolita Polska- słynąca w czasach swej potęgi z różnorodności i wieloetniczności uszanuje nas jako naród i pozwoli, byśmy mogli wspólnie z innymi obywatelami ją rozwijać. Nie każdy działacz jednak podziela moje poglądy, choć chyba każdy uznaje zasługi Ceynowy (ciekawi mnie, czy gdyby Florian Ceynowa należał dziś do Zrzeszenia, nie zostałby z niego wyrzucony za poglądy…). Niektórzy wymyślają fakty a potem dorabiają do nich własne argumenty, np. dowodzą, że mniejszośc etniczna musi pochodzić z zewnątrz, być allochtoniczna, więc Kaszubi, jako miejscowi (autochtoni) nie mogą być nazywani mniejszością etniczną. W takim razie dlaczego Basków nazywa się grupą etniczną, skoro z ich punktu widzenia każdy inny Europejczyk jest azjatyckim imigrantem?
Niektórzy działacze Zrzeszenia wręcz odcinają się od wszystkiego co związane z KJ. Dlaczego? Czy widzą w tym zagrożenie? Być może. Oczywiście każdy normalny człowiek stuknie się w czoło widząc w dążeniach Kaszubów zagrożenie separatyzmem. Nawet tzw. kaszubscy narodowcy za autorytet uznają Majkowskiego, a każdy kto zna Żëcé i przigòdë Remùsa wie, za jakim państwem opowiadają się Kaszubi. Gdybyśmy chcieli zmian granic musielibyśmy nieźle pozmieniać nasze nastawienie do własnej tożsamości. Narodowość nie oznacza obywatelstwa, a naród kaszubski od czasów Ceynowy miał różne postulaty, ale nigdy nie było to tworzenie własnego państwa. Chyba dość już napisałem na ten temat, tym bardziej, że samo mówienie o takim zagrożeniu jest niedorzeczne. Działacze widzą jednak wciąż zagrożenie. Czym zatem Kaszuby są zagrożone i przed czym Super-Grzędzicki chce nas ustrzec?
Podobnie było z uznaniem kaszubszczyzny za język. Używano dziwnych argumentów, że niby ludzie wiedzą, że to dialekt itd. Dzisiaj starzy Kaszubi są przekonani o tym, że w ustach mają język, nie gwarę, wielu z nich wiedziało to dawniej. Z tożsamością jest tak samo. Wielu spotkałem ludzi, którzy czują się częścią odrębnej grupy, ale mówią to dopiero po dłuższej rozmowie, kiedy są pewni, że rozmawiają ze swoim. Warto dodać, że Kaszubi są praworządni i niektórzy tylko czekają aż zostanie to napisane w prawie, wówczas będą mogli dużo spokojniej o tym mówić. Tak samo jak kilka lat temu z językiem. Nic nie ustrzegło przed naturalnym po wielu latach ucisku rozwojem świadomości odrębności.
Czego jednak się boją wielcy Kaszubi że tak zwalczają kilkudziesięcioosobową grupkę działaczy?
Jeszcze jedna rzecz jest zastanawiająca. Łukasz Grzędzicki w jednym z wywiadów powiedział, że my tego prawa po prostu nie potrzebujemy. Jak dla mnie także go nie potrzebuję, ale widzę, że to jedna z dróg do rozwoju tożsamości Kaszubów. I właśnie ją uznaję za słuszną. Jak argumentuje pan prezes swój pòzdrzatk? Otóż, mamy język, którego uczą się dzieci, mamy placówki, skansen we Wdzydzach… Zamarłem, gdy to usłyszałem. Skansen to opowieść o czymś, czego już nie ma! Jeśli zależy mu na takich Kaszubach- martwych Kaszubach to gratuluję skuteczności, bo pan Łukasz kieruje się prosto na obrany cel. Gdyby pan prezes był łaskaw otworzyć furtkę zagrody w skansenie, wyjść na ulicę i zobaczyć, jak to z kaszubszczyzną jest… ale właściwie po co? Niech spojrzy w lustro i ujrzy wieloletniego działacza oddanego sprawie i nie potrafiącego mówić po kaszubsku. Czy ktoś taki może wymagać , by młodzi posługiwali się tym językiem? A jeśli język regionalny nam wystarczy, to co oprócz języka jest dla nas ważne?
Nie jesteśmy wrogami Zrzeszenia- wielu działaczy KJ należy do ZK-P. Nie narzucamy nikomu swoich poglądów- checmy reprezentować pewną grupę, której istnienia nie można zaprzeczyć. Jesteśmy częścią narodu kaszubskiego- spadkobierców dziedzictwa Słowian Nadbałtyckich. Jesteśmy za żywą kaszubszczyzną, rozwijaniem jej kondycji przez działanie, a nie przeliczanie na ilość dzieci uczących się kaszubskiego, wszak wszycy wiemy że nie będą one chciały się nim posługiwać po lekcjach. Dajmy możliwość deklaracji każdemu Kaszubowi i niech Kaszubi sami wybiorą kim są i czego chcą. Tak jest według mnie, z mojego pòzdrzatku.
Soctragediô
Zdążëlë wóm wgadac
Dze szczescô waj je môl
Że sygnie leno wòrzta
Dozér i kòc i zófa
Że wòlnotą jich wòlô
Że dobiwôcz je kradélcã
Jak wëmùjkóné dzecë pijeta
Spòlëznowi sprawiedlëwòtë mléczkò
Temù gardzã wama
słabi lëdze
Stegna 2011
pòzytiwnô patrijotizna
pòzytywnô patrijotizna
to wiesołô takô stojizna
nienormatiwné je przeżiwanié
kòżdi mô swòje w ti sprawie dbanié
bò rôz pòwôżno, jak pòlôch z faną
drëdżi rôz z szklónką “za tatczëznã nają!”
wszëtkò je nót- le nié na mùsz- robic
redotą nie zgrzôc sã, smùtkã nie wëznobic
tedë we wszëtczim mùszimë miec miarã
głodnyma nie bëc, le w ùkôzczi miec wiarã
rësznotą jesmë kò doch baro młodą
tej taczé zéwiszcze nama cos pòdwiôdô
sznaps, tobaka, pënkòwanié
mòwë òjców zachòwanié!
Pòdskôcënk pòstdekadeńtów
Jakùż wiesoło je pò ùpôdkù
Jakùż wiesoło nóm
Przódë më dësze chcelë dobiwac
Przódë, czej wiara ba
Dzysô le czëc dolëbôka! wiedno
Dzysô, czej swiata kùńc
Terô tą deją echt pòdskôcony
Terô redotny tuńc
Za czim kòmùda, jiscënk ò dejã
Za czim ùcekac w mit
Czej ju mòżemë òglowò wszëtkò
Czej ju mòżemë jic
Twòrzëc, nie nikwic i nie òbróniac
Twòrzëc swiat co je nasz!
sensacjô
http://www.telewizjattm.pl/index.php/odtworz,2011-03-24,12
Pòd tim pòwrózkã mòże ùczëc ò sensacyjnym òdkrëcym krëjamnotë aùtoła w gminie Wrëkòwò. Òkróm te mòże òbôczëc relacjã z Dnia(ów) Jednotë Kaszëbów.
Rôczã do òbzeraniô!!!!
Ùcék
Czemù jô ùcekł w smrok?
Czemù tã krôjnã przezdrzëstëch mëslów
Mòdro-zelono-spiéwnëch
Jem òpùscył mëslącë że òna je lózô
I rëgnął jem w módny smrok
Dze nicht nie rozmiôł mòji każony gôdczi?
I czëjã krzikanié òd mi dôwny krôjnë
Le jô ju jem na niã za dozdrzeniałi
W swòji smrocznoscë
Tej mie głupio jic
Mësla sobisza
Ach, jak wôżny to dlô mie cząd
chtos nowi òtemknął mie swiat
kòmùs do mégò ùwidza sã rôczba
jakùż snôżi to dlô mie cząd
czej jidã na górã, bë widzec
nié, bë òbzérónym bëc
sobiszowòsc wnetka zdżina
slédnô le òsta egòjistnô dba
Je przez mòje szczescé piãkniészi swiat?
Pòmòrsczé lasë Behemotha
Czej grzëmòtów mòc tnie rëmné niebò w cepłé dnie òb lato
Jô zdrok czerëjã na Bògów
Widzałą i wszechmòcną Rodã
W pòdzãcë za dôr, tacony w môłniów pòtãdze
Prastôri bór ògarnãło nocë zëmno
Chilający deszcz płënie stegnama mòji wsë
Zatacony głãbòk w pòmòrsczich lasach
Deszcz- strëga czëszczącô najã jawernosc
Hewò dzewiãcsetny rok
Wiém, że môl mégò ùrodzeniô
Je nômianą bòkadnieniô òjców kùlturë
Wiém, że móm jima dóné swé serce
Bòleniô a jiscënkù fùlné
W strzébrznëch parmach miesądzowi widnoscë
Wòjôrze mòji sëną bez dãbòwé kneje
Pòspiéwómë na rozeńscé dróg
Cobë w krëwawi biôtce dac òfiarã
Pòsobnô môłń, gromówczi wieczórnô rzoza
Ŭgwësniwô naszą machtnosc
Hénë, òjcowie towarzą nama czësto òd zôczątkù
Rôz pòzdrówk, rôz gòrzu zwãk ze sënégò nieba nóm slą
Szczescé, że w bòrze zwiérza skòpicą
dôwô to trzëmac mòje karno przë zachtny mòcë
halac topòrë, tôrcze i miecze jich czãżczé
A skórkòwé bótë czerwioną namikłé mòdą
na dłudżich nogach wielné mile, le biôjmë do lasów
Pòd lecedła nocë sã schòwac, jesz jedna môłniô przesziwô wszechsmrok
Jak òjca „spij ùbëtno” kładze nas do spikù… jak wôłczi….
Dolmaczënk piesnie “Lasy Pomorza” Behemotha
Lózosc
Wiedno wicy wiémë
Wiedno w mni wierzimë
Nie je pòzitiwistno tak
jak miało bëc
Wiedno wicy wiadłów
Wiedno mni je cwëkù
Znóné wszëtczé szlachë
Lizama zalóné pùstczi
Rzéczi cëchich łizów
płëną- nick ju nie mdze
Wòlnota
Wòlnotodawco môsz mie òszëkóné
Môsz chwëconé w swòjã jadrã
Gôdôł jes że mògã wszëtkò
Të miôł rëcht
Kò robic mòże corôz wicy
Le sã corôz mni lónëje
